
Są ludzie, którzy nie umieją żyć bez pracy, inni bez swojej gderającej wiecznie żony, ale są też tacy, którzy nie wytrzymają, żeby komuś czegoś nie „zwędzić”. 32-latek z Krapkowic ledwie pół roku cieszył się wolnością po „odsiadce” wyroku za dokonywanie włamań na terenie naszego miasta. Bardzo szybko wrócił do swojej profesji i wpadł niedługo po tym, jak zapłacił w sklepie skradzioną przez siebie kartą.
Złodziejstwo ma „we krwi”. Wystarczy, że przy okazji bycia na przykład w krapkowickiej gazowni zauważył, iż w pomieszczeniu nikogo nie ma, wychodził po kilkunastu sekundach z budynku bogatszy o wartościowsze przedmioty, które umiał schować pod ubraniem. Ledwie tylko dostrzegł przez okno domu w Gogolinie, że nikogo nie ma w mieszkaniu, po chwili mógł już filmować kamerą, która bardzo szybko stała się jego własnością.
- Jak ustalili krapkowiccy policjanci, którzy zajmowali się „jego” sprawą, wykorzystywał on każdą nadarzającą się okazję do dokonania przestępstwa. Udając domokrążcę wchodził do otwartych mieszkań, również wykorzystywał otwarte okna, lub chwilową nieobecność pracowników w biurach, zakładach pracy. Jego łupem padały głównie pieniądze, ale złodziej kradł również i inne przedmioty, które przedstawiały jakąkolwiek wartość (np. szkatułki z drobną biżuterią), nie gardził również rzeczami o znacznej wartości: kradł kamery, laptopy, telefony komórkowe. Kradzieże miały miejsce w różnych miejscach na terenie Krapkowic i Gogolina – mówi oficer prasowy KPP Krapkowice mł. asp. Jarosław Waligóra.
Przeczytaj cały artykuł w najnowszym wydaniu "Tygodnika Krapkowickiego"